Blog

I co dalej z tym home stagingiem … ?

I co dalej z tym home stagingiem … ?

I CO DALEJ Z TYM HOME STAGINGIEM …

Wszystko zaczęło się w Polsce około 2009 roku, kiedy Randall Property wraz z Grzegorzem Pietruchą (autorem niniejszego artykułu) oraz być może równolegle kilka innych osób zaczęło się zajmować tą tematyką.

A temat był jakże ujmujący. Wystarczy zainwestować niewielki grosik w porównaniu z wartością nieruchomości, aby tak zwiększyć jej atrakcyjność, aby niemalże natychmiast doprowadzić do transakcji. Sprzedający na pniu za wielką wartość odzyskują wartość nakładów na home staging, a nabywcy kupują marzenie o lepszym stylu życia.

Rzeczywistość okazała się jednak o wiele bardziej brutalna. Dlaczego?

Po pierwsze, sprzedający wcale nie są tacy skłonni inwestować w nieruchomości, których zamierzają się pozbyć. Niby rozumieją ekonomiczny sens tej inwestycji, ale wydać w gotówce środki na upłynnienie nieruchomości, jak niewielkie by one były, w dodatku nie mając gwarancji, że doprowadzą one do zwiększenia wartości nieruchomości, czy nawet przyspieszenia transakcji, nie jest bardzo przekonywujące. Na nic mają się tu statystyki amerykańskie, gdzie od lat wiadomo, że dobrze przygotowana do sprzedaży nieruchomość znajduje nabywcę szybciej i osiąga ceny transakcyjne średnio o 10-15% większe, niż nieruchomości konkurencyjne.

Po drugie rozjechała się nam niejako definicja samego home stagingu. I to na dwa sposoby. Został uznany, jako działania niskobudżetowe co do wartości bezwzględnych (bez względu na to, czy home stagingowym zabiegom podlega małe mieszkanie, czy luksusowa willa), a poza tym został pomieszany i wrzucony do tego samego worka, co niskobudżetowe metamorfozy. Bez względu na to, czy nieruchomość jest przeznaczona na sprzedaż, czy nie. Krótko mówiąc, home staging, o jakże błędnie, został w Polsce uznany po prostu za niskokosztową metamorfozę wnętrza.

Tymczasem home staging to przygotowanie nieruchomości do sprzedaży, a wartość nakładów powinna być proporcjonalna do wartości nieruchomości. Wcale więc nie oznacza, że home staging musi kosztować kilkaset czy nawet kilka tysięcy złotych. W przypadku nieruchomości z wyższej półki i bardzo zaniedbanych, a w Polsce takich nie brakuje, home staging może kosztować znacznie więcej.

Co zatem stoi na przeszkodzie, że home staging wchodzi do Polski niejako powolnie, nieśmiało, ukradkiem i bez przekonania właścicieli nieruchomości

Można tu snuć wiele przypuszczeń, ale jako osoba zajmująca się tą tematyką od samego jej początku występowania w Polsce, mam tu kilka hipotez.

Po pierwsze – brak kultury sprzedaży i przyzwyczajenia rynku do oglądania nieruchomości „w pełni zdatnych do użytkowania”. Pomijam tu okazje inwestycyjne – mieszkania takim standardzie, że kwalifikują się do generalnego remontu, a nie wyeliminowania kilku mankamentów i wydobycia na plan pierwszy zalet.

Po drugie, wątpliwość same porady home stagingowej przez usługodawców. W przeciągu ostatnich lat na rynku pojawiło się dziesiątki, jak nie setki home stagerów, bo zawód ten wydaje się prosty. A gdyby do takich prostych zawodów należał, to właściciele nieruchomości wykonywaliby home stagingi we własnym zakresie, bo po do płacić komuś za to, co wydaje się banale i oczywiste. Home stagerzy strzelają sobie tu sami sobie w kolano, prezentując często swoje portfolio, które, delikatnie mówiąc, nie robi powalającego wrażenia. Łazienka wykafelkowana od stóp do głów „przed” – pusta lub z brudnym ręcznikiem, oraz taka sama łazienka z czysty, nowym ręcznikiem, sztucznym kwiatkiem z IKEI i świecą. Czy to wymaga specjalnych umiejętności? Czy to wymaga specjalistycznego przeszkolenia, kursu, praktyki i doświadczenia? W końcu – ile z perspektywy sprzedającego warta jest taka usługa?

Kolejną bolączką polskiego home stagingu jest wykonywanie zmian tylko do zdjęcia, a po sesji zdjęciowej, cały bałagan wraca na swoje miejsce. Co ambitniejsze agencje pośrednictwa przed każdą wizytą potencjalnego nabywcy odtwarzają scenografię ze zdjęcia, ale nie należy to do standardu. Można sobie tylko wyobrazić rozczarowanie kupującego, który na zdjęciach ogłada atrakcyjną nieruchomość, a na żywo pozostawiający wiele do życzenia stan sprzed.

I ostatnia rzecz – zbytnie skupianie się na pracach remontowych, a niedocenianie potęgi akcesoriów dekoracyjnych, które umiejętnie zastosowane przyciągają do sienie uwagę i lepiej niż cokolwiek odsuwają na dalszy plan grubsze prace remontowe.

Na czym zatem polega dobrze wykonany home staging? Zarówno od strony sprzedającego jak i kupującego?

Od strony sprzedającego, największą wartością dodaną jest zidentyfikowanie mocnych i słabych stron nieruchomości i takie udzielenie porady, aby jak najniższym kosztem nabywca mógł z łatwością skupić się na mocnych stronach, a mankamenty dostrzegał jako coś, z czym sam sobie poradzi, wyeliminuje bądź – w idealnym przypadku – w ogóle ich nie dostrzeże. Ale nie na tym kończy się rola home stagera i nie tu tkwi sedno kompetencji. Sedno kompetencji home stagera z punktu widzenia sprzedającego polega na tym, aby zidentyfikować takie obszary zmian, dzięki którym można osiągnąć maksimum efektów, przy minimalnych nakładach. W tym sensie dobrze wykonany home staging staje się niejako poradą finansową, inwestycyjną.

Z perspektywy kupującego home staging to inspiracja, jak urządzić z pozoru niefunkcjonalną przestrzeń tak, aby dało się z niej korzystać w sposób wygodny, praktyczny i wcale nie dokonując daleko posuniętych prac remontowych.

Home staging to usługa, a właściwie działanie, które pomaga obu stronom transakcji dostrzec potencjał nieruchomości i go odpowiednio wykorzystać. To nie jest żadne odpicowywanie nieruchomości, tylko faktyczne działania mające na celu ukazanie walorów domu czy mieszkania.

Odpowiadając zatem na pytanie zadane w tytule niniejszego artykułu: „ Co dalej z tym home stagingiem”. Home staging był, jest i będzie. W USA ma się dobrze już od kilkudziesięciu lat i nic nie wskazuje na to, aby miał się ku końcowi.

Aby był on postrzegany jednak jako usługa, za którą warto zapłacić, musi być wykonany na odpowiednio wykonanym poziomie, przez dobrze przeszkolonych fachowców i mających odpowiednie doświadczenie.

W Polsce przybywa coraz więcej home stagerów, którzy legitymują się certyfikatami ukończenia profesjonalnych kursów. I tak jak w każdej dziedzinie, w każdym fachu, rynek zweryfikuje, kto tak naprawdę zasługuje na miano profesjonalnego home stagera. Na to musimy jeszcze chwilę poczekać, ale jesteśmy na dobrej drodze.

Dajmy naszym polskim home stagerom jeszcze chwilę czasu, aby się wykazać, sprawdzajmy ich kompetencje poprzez weryfikację portfolio i osiągnięte sukcesy sprzedażowe i już wkrótce będziemy mieli do czynienia z fachowcami, którym z powodzeniem będziemy mogli zaufać przy sprzedaży nieruchomości. I nie chodzi tu o usługę pośrednictwa, tylko usługę przygotowania nieruchomości do sprzedaży, która na rynkach zachodnich jest kupowana zanim wykonamy telefon do sprawdzonego pośrednika.

Jesteśmy zatem, z home stagingiem, na dobrej drodze, a zanim rynek zdominują wielkie marki, którym będzie można „na ślepo” zaufać, bądźmy czujni i  uważnie badajmy kompetencje home stagerów poprzez ich portfolio i stosując własny zdrowy rozsądek i intuicję!

Powodzenia w zyskownej sprzedaży!

Twój komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Ta strona używa cookie i innych technologii. Korzystając z niej wyrażasz zgodę na ich używanie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.
Polityka Cookies