Blog

Szewc chodzi w butach
, ,

Szewc chodzi w butach

Chciałem Wam opowiedzieć historię jednej dobrej inwestycji w mieszkanie, które kupiłem w 2006 roku i podzielić się z Wami na tym przykładzie czynnikami, które wpływają na to, że mieszkanie kupione inwestycyjnie może okazać się strzałem w dziesiątkę. Mimo, że od tamtego czasu minęło 9 lat to wszystkie czynniki, które przyczyniły się do sukcesu tej inwestycji, są nadal aktualne.

Przedstawiam Wam zatem wynik metamorfy home stagingowej mi osobiście bliskiej, bowiem jest to metamorfoza mieszkania mojego własnego mieszkania, z przeznaczeniem na wynajem.

2006 rok to był rok, kiedy w biurach deweloperskich stały kolejki za mieszkaniami niczym kolejki za kawą czy szynką w SAMach spożywczych w latach 80-tych (tak, pamiętam te czasy i stałem w tych godzinnych kolejkach 😉

Ale ja nie uległem presji i zjeździłem całą ówczesną deweloperską Warszawę w poszukiwaniu odpowiedniej inwestycji. Jakie kierowały mną kryteria:

1) miejsce doskonale skomunikowane

2) bliskość usług i życia miejskiego

3) wygląd budynku i tego, czy będzie się starzał z gracją czy nie

4) dzielnica – wiadomo, że wszyscy by chcieli mieszkać albo w Śródmieściu albo na Mokotowie. Wiem wiem – jest też cała fala wielbicieli Żoliborza, a teraz Pragi, ale w 2006 roku metro nie dojeżdżało ani na Żoliborz, ani na Pragę. W 2006 roku wiara w to, że powstanie druga linia metra była taka sama, że przez warszawski Wilanów w tunelu przebiegać będzie autostrada – obwodnica Warszawy.

5) wygląd części wspólnych

6) potencjał wzrostu wartości nieruchomości – chodziło o to, żeby kupić mieszkanie w takiej okolicy, która już ma jakieś swoje walory (żeby dało się mieszkanie wynająć), ale będzie się dalej rozwijać dzięki czemu wartość mojego mieszkania będzie wzrastać.

I mając na uwadze te kryteria, zjechawszy cały Mokotów i Śródmieście, wybrałem mieszkanie przy metrze przystanek „Dworzec Gdański”, w budynku M2.

Co mnie przekonało do tej lokalizacji. Ano bliskość metra, tramwaj, dworzec, Arkadia, parki oraz – zajezdnia autobusowa. W jednym z poprzednich wpisów na blog opisywałem dokładnie tą okolicę i teraz zajezdnia autobusowa jest już prawie całkowicie zabudowana budynkami mieszkalnymi i biurowcami o bardzo eleganckiej architekturze. Niektórzy mówią, że to miejsce to nowe Śródmieście Warszawy. Lekka przesada, ale faktycznie okolice Pokornej, która kiedyś była zajezdnią autobusową, przekształciły się w tętniącą życiem okolicę przyjazną mieszkańcom.

Ale na tym potencjał wzrostu atrakcyjności tej lokalizacji się nie skończył. Przed nami jeszcze rewitalizacja Dworca Gdańskiego, który ma połączyć Śródmieście z Żoliborzem na poziomie zero, a nie tak jak jest teraz – albo tunelem, albo estakadą. Ma tam powstać plac – zalążek tkanki miejskiej. I bardzo się z tego cieszę, bo osoba, która decyduje się wynająć mieszkanie w Śródmieściu, oczekuje od okolicy życia miejskiego.

Więc stojąc w kolejce po zakup mieszkania i pod presją zniecierpliwionej pani z biura sprzedaży, która widziała kolejkę chętnych za mną, przeglądałem plany mieszkań. Pamiętajcie, że wtedy kupowało się od dewelopera kartki papieru z rysunkami mieszkania i obietnicę, że inwestycja ukończy się na czas. Nie kupowało się mieszkań, do których można było wejść, obejrzeć widok, postukać w ściany, pomierzyć, wczuć się w klimat … Widok z okna trzeba było sobie wyobrazić, tak samo jak przestrzeń.

I udało się. Kupiłem mieszkanie, które okazało się hitem inwestycyjnym. Od 2009 roku nie było ani jednego dnia przestoju, najemcy z ogromną przyjemnością wynajmowali to mieszkanie. Ale czy tylko ze względu na okolicę? NIE! Ze względu na to, że mieszkanie było urządzone wyjątkowo funkcjonalnie i w kolorystyce i stylistyce, która podobała się praktycznie każdemu oglądającemu. Wtedy jeszcze w Polsce nie było home stagingu, ale ja, chyba podświadomie, zastosowałem prawie wszystkie zasady i wytyczne home stagingowe.

Po 9 latach na rynku nadszedł jednak czas na metamorfozę mieszkania, jako że po takim czasie należał mu się już lekki remont. Poza tym 9 lat później miałem już za sobą wiele lat praktyki i mieszkanie zostało przygotowane do wynajmu nie intuicją, tylko zgodnie z zasadami, które wykładamy podczas naszych szkoleń. Obejrzyjcie wyniki naszej metamorfozy:

Jaki był rezultat? Mieszkanie wprowadzone „na rynek” w niedzielę, a od środy już w nim mieszkał najemca. Nie ukrywam, że była kolejka chętnych (co też mi przypomniało znowu lata 80-te, albo tą kolejkę w biurze deweloperskim, tylko że tym razem to JA byłem po drugiej stronie okienka 😉

Co sprawiło, że mieszkanie było takie popularne? Myślę, że kilka czynników. Jego funkcjonalność (ogromna ilość miejsca do przechowywania, garderoba), duża łazienka, otwarta przestrzeń salonu, ale przede wszystkim to, że mieszkanie to było PRZYTULNE. Pamiętajcie, że wbrew trendom w architekturze wnętrz, z jakimi mamy obecnie do czynienia (minimalizm i barwy chłodne), mieszkania urządzone w barwach ciepłych w Polsce, w naszym klimacie, cieszą się zdecydowanie większą popularnością. Są domowe. Gotowe do wprowadzenia się po rozpakowaniu walizek. Czyste i przyjemnie pachnące. Jakby nigdy wcześniej nikt tam nie mieszkał.

Cieszę się, że udowodniłem sam sobie, że SZEWC CHODZI W BUTACH i moje własne mieszkanie znalazło amatora w dwa dni! Z kilkoma innymi w kolejce. Trzymam kciuki za Wasze home stagingowe sukcesy!

Twój komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Ta strona używa cookie i innych technologii. Korzystając z niej wyrażasz zgodę na ich używanie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.
Polityka Cookies